Moje "imperium" w 11 turze – zaznaczyłem swój planowany i ustalony projekt minimum (spoiler - zdobyłem tylko projekt minimum :( ).
Do ekspansji wykorzystywałem głównie legionistów z tarczami (wysoka obrona, tarcze i niezłe morale za 14 złota i 21 zasobów – bardzo dobry deal). Początkowo zdobywałem po dwie prowincje na turę, ale później dość pechowo trafiłem oboma drużynami ekspansyjnymi. Jedni natknęli się na 20 rycerzy, drudzy – na indie magów. W obu przypadkach zrobili z nich mielone. Nie korzystałem z hydr - nie są nawet w połowie tak świetne jak mogłoby się wydawać. Są duże, trzeba mieć co najmniej 4 (nie wspominam o młodych hydrach, bo ssą) – a kosztują 250 złota (!!!), do tego źle ustawione zabijają trucizną moje własne wojska. Zdecydowanie szybciej i ekonomiczniej jest zainwestować złoto w najemników, zamek, albo więcej wojsk.
Luck okazał się, według mnie, strzałem w dziesiątkę - regularnie otrzymuję otrzeźwiający zastrzyk złota, nie narzekam też na brak ekstra gemów. Dodatkowo obok stolicy dostałem darmowe laboratorium, dzięki czemu mogę robić 1N1W magów. Nie rekrutowałem ich zbyt wielu (tylko do sitesearchu), ale prędzej czy później na pewno się przydadzą. Ideałem byłby 1N1S, który pozwoliłby mi na efektywniejsze wykorzystywanie communion.
Pierwszymi napotkanymi sąsiadami okazały się żydowskie olbrzymy. Wysłałem im 19 chrześcijańskich niemowląt, w zamian za prowincję pomiędzy świeżo wybudowanym zamkiem a ich terenem. Olbrzymy są dość typowe - bless na regenerację + mały bless ziemi na usunięcie fatigue. Stellar cascades wsparte soul slay\mind burn powinny spokojnie załatwić sprawę - a z Light of the Northen Star rzucić go może każdy z moich tanich i młodych akolitów, który produkuję na tony (głównie siedzą w laboratoriach i wynajdują czary). Starsi akolici śmierdzą - są drodzy i nie mają fajnych czarów (no bo co mam z nimi, cholera, robić? Rzucać Thunderstrike'i zamiast soul slay + stellar casscades?), niemniej zrobiłem paru do wyszukiwania miejscówek i na wypadek niespodziewanego, gwałtownego ataku z strony któregoś z sąsiadów.
Ustaliłem z hipisami granicę na północy, obok rzeki – zgodzili się na zajęcie tamtych prowincji pod warunkiem, że nie będę utrzymywał tam więcej niż 60 jednostek, na co dość chętnie przystałem. Ermor przystał na podział obok tronu i między górami na północy. Nie wiedziałem, kto siedział na północnym zachodzie - po dominium stawiałem jednak na Machakę lub Ulm.
Ogólnie – przyfarciło mi się i mam stosunkowo łatwą pozycję do obrony.
Problemem może być rosnący powoli w siłę Ermor.
Ermor, poza tym, że jest jedną wielką wojenną maszyną mającą w dupie ekonomię, posiada morderczy bless B9D9, co oznacza nieumarłych lictorów mających 35 HP, aurę chłodu, mapmove 3 i damage reversal. Wspominałem, że każdy jego mag może robić 3 takich za 3 gemy śmierci, gdzie jego bazowy dochód wynosi 15D\turę z stolicy? Nie? To bądźcie uprzedzeni. Małą pociechą jest to, że Lictorzy nie są wodoodporni. W naszym wypadku oznacza to tyle, że żaboludzie okupujący jezioro będą wcinać popcorn i patrzeć jak nieumarli robią z nas lokalną wersję kebabu - alternatywą jest zrobienie dla Ermoru beczek z powietrzem \ grymuarów oddychania pod wodą i patrzeć jak role się odwracają.
Ermor jest gigantycznym zagrożeniem, nawet jeśli człowiek który nim dowodzi jest skrajnie niekompetentny. A jest - nie wymaksował chłodu i zainwestował w misfortune, które - z tego co słyszę - już kilka razy dawało mu w kość.
Zresztą - ERMOR CHCE WOJNY! ZOBACZCIE TYLKO JAK BLISKO NASZYCH WOJSK USTAWIŁ SWOJE TERYTORIUM!
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz